Był to mój pierwszy
dzień w nowej szkole.
Jak przez mgłę pamiętam
pierwszą lekcję, geografię. W mojej klasie było sporo osób, które poznałam
jeszcze w gimnazjum. Pamiętam, że przede mną siedział jeden typek, który
dawniej miał zawsze jedynki z matematyki, ale i tak wszyscy go lubili. Z tyłu,
w lewej części klasy, miał miejsce mój ukochany, a obok mnie - jedna bystra
dziewczyna, również z mojej starej klasy, z gimnazjum. Zawsze podobały mi się
jej długie, gęste loki.
Pamiętałam jeszcze parę
rzeczy, ale większość szczegółów zatarło się w mej pamięci. Na przykład te,
dotyczące okoliczności, w jakich do klasy nagle wparowała trójka starszych
uczniów. Mieli jakiś nakaz od dyrektora (a może od sekretarek?), by zabrać uczniom
biżuterię - nie do końca było to dla mnie jasne. Fakt, brzmi to nieco
komicznie, ale w tamtej chwili czułam się jak na jakiejś wojnie.


